Od 1 Maja 2018 zamykamy nasz sklep www. Składane zamówienia nie będą realizowane.

Viva Mediolan czyli jak tam było…

Eat shit – hmm, nie wygląda to jak Mediolan i wystawa dizajnu, ale tak właśnie było. Słynna szkoła w Eindhoven wybrała taki motyw przewodni dla swojej wystawy i… odniosła spektakularny sukces. Duża zasługa projektów (chociaż trudno mi się odnieść do kwestii – „ten komplet 3 misek jest wyjątkowy, bo glina była pozyskiwana z trzech kulturowo odmiennych obszarów Holandii”), ale brutalna prawda jest taka – wyróżnij się, albo zgiń.

W tym roku po raz pierwszy Brambla pojechała na targi do Mediolanu  i co ważne, dzięki Śląskiemu Klastrowi Dizajnu mogła tam pokazać Stołki Królika, a więc frajda podwójna. Może dlatego nie wiem od czego zacząć, może po po prostu całe to doświadczenie było tak intensywne, że potrzebowałam czasu, aby poukładać to sobie w głowie na spokojnie.  I chyba to jest właśnie ten moment – a więc, tadamm, moja osobista relacja z Mediolanu.

1. Ludzie

Wiadomo, że w czasie Design Week w Mediolanie zjeżdża się towarzystwo, dla których dizajn to nie tyle codzienny chleb i woda, ale po prostu powietrze, bez którego nie mogą żyć. I to widać na ulicach, w kawiarniach, restauracjach i to dla mnie była niewątpliwa atrakcja Mediolanu. Ludzie z każdej strony świata, którzy żyją wielkim i małym dizajnem oraz mieszkańcy Mediolanu z niesamowitą umiejętnością czerpania życia pełnymi garściami. Genialna mieszanka.

2. Dizajn

No właściwie po to tam pojechałam, żeby zainspirować się na cały rok, przemyśleć pewne rzeczy i zobaczyć wszystko. Nie doceniałam Mediolanu – ilość wystaw, wydarzeń i imprez jest tak duża, że tylko najtwardsze sztuki dają radę zobaczyć wszystko. Ja do nich nie należę – otwarcie mówię – widziałam tylko niewielką część, ale dzięki temu wyjechałam z pewnym uczuciem niedosytu.

3. Tendencje

Generalnie Brambla lubi dizjan, który idzie w kierunku oferowania konkretnych rozwiązań na realne potrzeby. Jasne, że rozwiązanie powinno być bardzo „e” – estetyczne, ekologiczne,etyczne i ergonomiczne, ale przede wszystkim lubię dizajn, który ciekawie odpowiada na istniejące zapotrzebowanie. I tu Mediolan był dla mnie małym rozczarowaniem (wiem, że to pachnie arogancją, ale cóż tak uważam) – myślę, że większość wystawianych przedmiotów była ciekawą, fascynującą, piękną, egzotyczną…, ale tylko stylizacją. Na prawdziwe innowacje albo zabrakło miejsca, albo ja je gdzieś ominęłam (jeśli tak, to sypię głowę popiołem). Przyznam się – największe wrażenie na mnie zrobiła mała elektrownia wiatrowa …

4. Nendo

Przyznam się – nie jestem oryginalna – uwielbiam tą wysmakowaną, oszczędną estetykę Nendo. I uwielbiam to, że potrafi zaprojektować wszystko i w każdym przypadku zachować swój charakter. Gdybym miała do wyboru to nie wiem czy potrafiłabym wybrać pomiędzy tortem lodowym (dlaczego takich nikt nie robi) i zestawem do parzenia herbaty. Serio – tu mnie kusi ulotność, a tam mnie nęci solidność formy. Na całe szczęście taki wybór to nie jest moje podstawowe zmartwienie:)

5. Polacy

Nie będę rozpisywać się o wystawie klastra – trochę mi nie wypada – pozostawiam ocenę innym. Wiem jedno na pewno, to, że się odbyła to ogromna zasługa Violi, Ani i całego zespołu Śląskiego Klastra i ja jestem bardzo wdzięczna za taką szansę. Jak powszechnie wiadomo to nie był jednym polski akcent w Mediolanie, a najważniejsza chyba była wystawa DO IT YOURSELF zorganizowana przez culture.pl. Tak jak już pisałam zasada jest jedna „wyróżnij się, albo zgiń” i Polakom to się udało… Na wystawie panowała fajna atmosfera, ludzie faktycznie bawili się prezentowanymi „eksponatami” i często efekty były zupełnie niespodziewane:) Bardzo dobrym pomysłem na przyciągnięcie wybrednej publiczności festiwalowej była akcja rozdawania plakatów zaprojektowanych specjalnie na tą okazję przez polskich grafików. Mogę zaświadczyć, że za każdym razem ustawiała się po nie długa kolejka, a plakaty rozchodziły się w kilka minut.

Na targach prezentowali się też indywidualnie polscy projektanci – dla mnie klasą samą w sobie było stanowisko Malafora – nie dla tego, że było wyjątkowe, tylko dlatego, że było konsekwentne. Malafor od lat ma swoją filozofię projektowania, a ich produkty są dopracowane do najmniejszego detalu. Można nie lubić dmuchanych mebli, nie przepadać za ich estetyką i wyborami projektowymi, ale czapki z głów za ich konsekwencje i jakość.

6. Dolce vita

Nie wiem czy to miejsce, czy towarzystwo czy wszystko razem, ale to był absolutnie genialny czas. Udało mi się przez parę dni nacieszyć oczy dizajnem, pójść do La Scali (miejsca miałyśmy w ostatniej galerii pod sufitem, ale i tak wrażenia niesamowite), zjeść w prawdziwej włoskiej knajpie (bez menu turistico, za to z szefem sali, który z włoskim temperamentem wyrażał niezadowolenie, gdy ktoś za długo stolik zajmował). Najlepsze zostawiłam na koniec – zupełnie przez przypadek udało mi się zobaczyć retrospektywę Leonardo da Vinci – warto pojechać do tam tylko po to ( tak na marginesie w życiu bym się nie spodziewała, że Elżbieta II posiada tyle jego prac),  ale wydaje mi się, że nikogo nie trzeba namawiać na wycieczkę do Mediolanu…