Od 1 Maja 2018 zamykamy nasz sklep www. Składane zamówienia nie będą realizowane.

Jak to z Primą było…

W zasadzie od samego początku wiadomo było, że nasza współpraca z Alą Pałys nie skończy się na notesie… ani tym bardziej na delektatorach, które tylko rozbudziły nasz apetyt i wyobraźnię. Znamy Alę od kilku lat i jest to wielka przyjemność obserwować jak staje się rasowym projektantem, który nakłada swoją własną optykę na proces projektowy.

To chyba był bramblovy pomysł, żeby zrobić razem lampę – Ala szybko zgodziła się bardzo szybko i tak się zaczęło. Pojawiły się pierwsze szkice, wizualizacje:

untitled.508

Na początku Prima nosiła roboczą nazwę Pralina (chociaż Ala była przekonana, że bardziej przypomina latające spodki) –  górna część miała być wykonana z drewna, a klosz ceramiczny. Zrobiłyśmy nawet taką próbę; drewniano – ceramiczny duet był piękny, ale wyjątkowo niepraktyczny – ciężkie drewno plus krucha ceramika – to po prostu nie mogło się udać.

Zaczęłyśmy poszukiwać innych materiałów i technologii, które pozwoliłyby na zrealizowanie projektu na bramblovą skalę. Przez przypadek, a tak dokładnie z powodu zupełnie innego projektu trafiłam do drykiera Pana Mirka, który z aluminium potrafi zrobić chyba wszystko – elementy do zabytkowych motocykli, osłonę wentylatora i … naszą lampę. Zrobiłyśmy pierwszą próbną formę i pierwsze drykówki i wszystko zaczęło nabierać kształtów.

Wtedy też pojawił się pomysł, żeby poszerzyć serię o jeszcze jedną lampę, która miałaby wewnętrzny, podwieszany klosz i tak powstała pierwsza Prima Duo:

IMG_0031

Następny okres to długa walka aby spełnić wszystkie normy, bo o ile w miarę łatwo sprawić, żeby lampa świeciła, to znacznie trudniej stworzyć zawiesie, które zadowoli ośrodek zajmujący się certyfikacją. Wtedy do bramblovego słownika weszły  na stałe takie nieznane pojęcia jak złączka dwutorowa, przepust izolacyjny z kołnierzem i inne tego typu cuda.

Na tym etapie miałyśmy dopracowaną formę i stronę techniczną lampy, pozostała najprzyjemniejsza rzecz – dobór kolorów. Mało kto wie, że na początku Primy miały być anodowane i wyglądać tak:

nowe anodowane.1048

Anodowanie jednak okazało się niezbyt dobrym pomysłem, bo łatwo o zacieki i plamy w przypadku zanieczyszczenia aluminium, więc po długich dyskusjach zdecydowałyśmy się na malowanie proszkowe:

IMG_0442

To wielka radość trzymać w ręku skończony produkt, szczególnie gdy towarzyszy się jego powstaniu od pierwszych szkiców. Potem zostają już tylko przyjemności – sesje zdjęciowe, wiadomości prasowe i  co najważniejsze gotowa lampa, która cieszy oko.

lampy_noc

I tak to właśnie z Primą było…