Od 1 Maja 2018 zamykamy nasz sklep www. Składane zamówienia nie będą realizowane.

Czerwony Kapturek. Izabela Dudzik dla Brambla

W zasadzie każda opowieść o bajce powinna się zaczynać od „za górami, za lasami” – tak, żeby utrzymać decorum i klimat. Tym razem było zupełnie inaczej, bo jest to opowieść o trzech dziewczynach. Pierwsza ma na imię Matylda i mieszka sobie w mieście stołecznym – ma 4 lata, blond włosy i wieeeelkie oczy (chociaż zęby i uszy już nie tak bardzo). W wolnych chwilach, czyli praktycznie zawsze, uwielbia rysować, huśtać się na huśtawce i czytać książki. Niestety, był pewien problem; książki, które czytała miały takie czarne robaczki na obrazkach, które tylko przeszkadzały w czytaniu.

Druga dziewczyna ma na imię Iza. Jest trochę starsza i mieszka w pewnym mieście na południu Polski i wolnych chwil ma trochę mniej, ale tak się dobrze składa, że też uwielbia rysować.  A jak Iza rysuje, to oczu nie można oderwać i zawsze chciałoby się zobaczyć więcej.

Trzecia dziewczyna to Czerwony Kapturek – wszyscy go znają, chociaż każdy trochę inaczej. Jedno jest pewne – ma chorą Babcię i pewnego dnia wyrusza w drogę z koszyczkiem pełnym smakołyków przez las do domu Babci. Prawie na pewno po drodze spotyka Wilka i zbiera kwiatki, chociaż nie powinna. Wszystko się dobrze kończy, ale są momenty grozy.

I tak to z Kapturkiem było – pomysł na „niemy” picture book powstał dzięki Matyldzie, a Iza przyszła mi do głowy natychmiast jak tylko postanowiłam wydać taką książeczkę nie tylko dla Matyldy, ale dla wszystkich dzieci, które wcale nie potrzebują liter, aby czytać. Z Izką Dewizką znałyśmy się jeszcze z czasów Kato kubka i wiedziałam, że właśnie wyobraźnia i wrażliwość Izy połączona z jej ogromnym talentem zaowocuje niesamowitą książką, która będzie inspiracją nie tylko dla Małych, ale dla Dużych też.

Bo to jest książka-inspiracja. Nic nie jest tam dosłowne, oczywiste lub do końca określone. Każda opowieść, to podróż przez magiczny las, która zawsze jest inna i o ile zazwyczaj zaczyna się podobnie, to kończy się zawsze inaczej. To zachęta do zabawy ze słowem i obrazem – Iza maluje świat magiczny, który aż się prosi aby wypełnić go własną opowieścią, a nawet domalować swoje zakończenie. A jak już znudzi się nam opowiadanie, to zawsze można poszukać muchomora, myszki lub słoika z prawdziwymi, domowymi piklami, bo się sprytnie schowały na obrazkach.

To książeczka dla dzieci, a nie dla dużych ludzi – dlatego ma mały format, jest lekka i ma grube kartki, które łatwo obracać. Można ją wszędzie ze sobą zabrać – Matyldzie mieści się nawet do torebki z misiem, w której do tej pory mieściły się tylko cukierasy i lalka Eulalia.

Ja już wiem jaka będzie następna część i nawet wiem kto ją będzie ilustrował – bo jak to mówi Matyśka – ” ten Wilk już tyle razy był u Babci… teraz musi mieć inne przygody, Mamo!” Nie mam wyboru – następna opowieść też z Wilkiem będzie:)